Dwa szalone ale prawdziwe powiedzenia rabinów


Wpis z natury dydaktyczny.
Wprowadzę tu pewne powiedzenie, które nadspodziewanie celnie opisuje różne teorie, przekonania i prawdy głoszone przez fotografów.

Zazwyczaj jest tak, że w sferze twierdzeń nie ścisłych, czyli takich, których nie można dowieść w sposób jednoznaczny, ludzie próbują znaleźć jedną, jedyną słuszną zasadę, która będzie tłumaczyła dany problem i pozwoli im spać spokojnie w poczuciu, że osiągnęli stanu oświecenia. Zainteresowani łączą się w swoiste obozy – jedni mają takie przekonania a drudzy inne. Generalnie system sprawdza się ale tylko do czasu. Wystarczy poobserwować różne grupy i fora fotograficzne – na przykład pojawia się pytanie kogoś niezorientowanego: „jakimi obiektywami najlepiej fotografować portrety?”

Później jest już z górki – a w dużym uproszczeniu: ktoś ujawnia rąbka tajemnicy i udziela w miarę zwięzłej odpowiedzi. Następuje chwila milczenia… zastanowienia? I wtedy bum! Drugi ktoś obala wygłoszoną opinię. Prawda z natury nie ścisła okazuje się być  ścisłą… nie może być tak lub tak lecz musi być jakoś. Zaczynają padać argumenty z lewa i z prawa. Ba, żeby tylko argumenty i żeby tylko merytoryczne. Z nienacka pojawiają się wycieczki osobiste, odnoszące się do twórczości interlokutorów (słownik nie zakwestionował mi tego słowa ? ) albo co gorsza do ich pochodzenia (to o matce) lub o ich boleściach (to o części ciała poniżej placów)  – hejt w najczystszej postaci.

Zjawisko to zaobserwowali rabini.

A rabin, wiadomo – mądry człowiek.

Od tamtej pory jeden rabin mówi tak, a drugi mówi nie.